Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 28 lutego 2013

Wiosenne wspomnienia.

















Wynajętym w wypożyczalni samochodem dojechaliśmy do malowniczego miasteczka Callander.
Panowie mieli wielką radość z prowadzenia samochodu po szkockich drogach. Nie jest łatwo jechać lewą stroną drogi i nie zahaczać o pobocze.
 Z Callender udaliśmy się do celu naszej wyprawy. To miała być  lekka, łatwa i przyjemna wyprawa w góry Szkocji. Podstawowy warunek wyboru trasy, wędrówka bez używania rąk, czyli bez wspinaczki. Moim celem było zrobienie ciekawych zdjęć.





Trasa na początku prowadziła przez gęsty, dziko rosnący las. Czasami trafiało się spore błotko. Zachwycała mnie bardzo roślinność, rozwijające się dopiero paprocie i omszałe drzewa. Po wyjściu z gęstego i ciemnego lasu ukazał się potok. A jego brzegi porastały niezliczone ilości żółtych pierwiosnków. I wreszcie ukazał się szczyt góry Beinn a’an, wydawało się, że nie do zdobycia przeze mnie. Niestety po zimie kondycji było brak. Wydawała się bardo stroma i nieosiągalna. Za nami pozostał las i teraz można było już zachwycać się piękną panoramą. Nie pozostało nic innego jak wyrównać oddech i maszerować dalej.



Udało się, i warto było włożyć tyle wysiłku aby ujrzeć tak cudowne widoki. Piękne kształty jezior rynnowych, wcinających się pomiędzy góry. U podnóża góry rozpościera się Loch Katrine, po którym można pływać tylko statkiem "Sir Walter Skott".
Wspaniała przygoda, jestem wdzięczna naszym przyjaciołom ze Szkocji, że zorganizowali nam taką ciekawą wyprawę.